Siedem d(r)eszczowych dni – rozdział pierwszy

Siedem d(r)eszczowych dni – rozdział pierwszy

Dzień pierwszy: środa

Od rana padało i wcale nie zapowiadano poprawy pogody. Szperaczowi okropnie się nudziło. Na dodatek nie mógł tego dnia spotkać się z przyjaciółmi. Zuza i Kudłacz zakuwali matmę. On też powinien zakuwać, ale jakoś nie czuł specjalnej ochoty. Może to pogoda źle działała na jego mózg. Zazwyczaj wolał leżeć na tapczanie i wspominać wakacje. To była sielanka
– zero nauki, rannego wstawania, a do tego super pogoda. Po prostu raj na ziemi.
Szperacz_leniuchuje_400
Nagle usłyszał głos mamy dolatujący z kuchni:
– Krzysiu, nauczyłeś się na jutrzejszą klasówkę? Jeśli tak, to może przeszedłbyś się do babci. Rozmawiałam z nią przez telefon i coś niepokojąco kasłała. Może się przeziębiła?
– Do babci? Zawsze, kochana mamusiu. Oczywiście, chętnie sprawdzę, czy wszystko u niej w porządku.
– To dobrze. Tylko weź parasolkę, bo pada. Aha, i masz tu ciasto ze śliwkami. Babcia na pewno się ucieszy. Kto by pomyślał, że w tym wieku można być takim łakomczuchem?
– Myślę, że to rodzinne. Ty też, mamo, lubisz słodycze.
– Proszę, przyganiał kocioł garnkowi…
– No wiesz, mamo, tradycja do czegoś zobowiązuje, a poza tym cóż poradzę na to, że jestem obciążony genetycznie.
– Zawsze znajdziesz jakąś odpowiedź. Tylko dlaczego nie jesteś obciążony genetycznie zapałem do nauki?
– Nie można mieć wszystkiego, mamo. To byłoby po prostu nudne. Miałbym być identyczny jak Ewka? – Krzysio aż się wzdrygnął na samą myśl. – Wystarczy, że
moja kochana siostrzyczka jest kujonem. W przyrodzie musi być równowaga.
– Krzysiu! – powiedziała z wyrzutem mama i smutno pokiwała głową. – A chociaż posprzątałeś pokój?
– Zacząłem o tym myśleć. Nawet przyniosłem z łazienki ścierkę do kurzu. Ale w tej sytuacji babcia jest najważniejsza, a właściwie jej zdrowie. Obiecuję jednak, że w najbliższym czasie posprzątam.
– I obiecaj jeszcze, że nie zjesz po drodze ciasta.
– Obiecuję, mamo, słowo harcerza.
– Przecież nie jesteś harcerzem.
– To tym bardziej mogę obiecać – zawołał, wkładając na siebie kurtkę… i już go nie było.

***

W bloku babci jak zwykle ktoś popsuł domofon, a żarówka w windzie nieprzyjaźnie mrugała. Szperacz cicho zakradł się pod (jak zwykle) lekko uchylone drzwi mieszkania. Usłyszał dwa
głosy – babci i jeszcze kogoś. Jednego był pewien, jego babcia nigdy nie była standardową babcią, zawsze różniła się od innych babć – nie tylko ubiorem, ale i zachowaniem. Dlatego też uwielbiał do niej przychodzić. Potrafili gadać ze sobą całymi godzinami. Na dodatek po przejściu na emeryturę postanowiła zostać chemikiem amatorem. Cały pokój zastawiła sprzętem laboratoryjnym i odczynnikami. Uwielbiała przeprowadzać najróżniejsze reakcje i patrzeć, jak coś się
rozpuszcza, paruje albo wytrąca. W pokoju zazwyczaj było słychać bulgotanie, kapanie, mieszanie… Jej eksperymenty nierzadko kończyły się wietrzeniem pokoju, dziurami w fartuchu, a raz nawet ogromną amarantową plamą na dywanie. Mimo to zawsze powtarzała: „Czego się nie robi dla nauki”. Na
razie nauka nie poznała się na babcinej wiedzy, ale jak mówi łacińskie powiedzenie: „Przez ciernie do gwiazd”.
Tym razem z mieszkania dochodziły jedynie głosy. Krzyś delikatnie zwiększył szparę w drzwiach i niezauważony obserwował babcię i sąsiadkę z naprzeciwka.
– Różo, bądź tak miła i zrób dziesięć przysiadów.
– Oczywiście, dla ciebie wszystko. Może chcesz, żebym stanęła na głowie?
– Jeśli masz na to ochotę, to proszę bardzo, nie krępuj się, moja droga. Chociaż gdy ostatnio do mnie przyszłaś, narzekałaś na kręgosłup. To może jednak zamiast stania na głowie zrób kilka pajacyków.
– Z wielką przyjemnością.
– Myślę, że wystarczy… Teraz zrób sobie dwa kucyki, na pewno będziesz pięknie wyglądać.
– I jak? Podobają ci się?
– Oczywiście, Różo, wyglądasz cudownie.
– I po tych słowach babcia zaklaskała.
– Ojej, co się dzieje? Gdzie ja jestem? Zosiu, co ja mam na głowie? Nie przypominam sobie, żebym robiła kucyki. A skąd ta zadyszka, zupełnie jakbym przed chwilą ćwiczyła, a przecież siedzę w fotelu.
– E tam, trochę się zdrzemnęłaś i tak dla żartu zrobiłam ci kucyki. Spójrz w lustro, od razu wyglądasz o wiele młodziej.
Roza_z_kucykami_300
– Może masz rację. Czas zmienić fryzurę. Ojej, jak się zrobiło późno. Chyba naprawdę nieźle sobie pospałam. Nawet nie wiem, kiedy zleciała godzina. Idę do siebie. Dobranoc, Zosiu.
– Dobranoc, Różo. A w tych kucykach wyglądasz szałowo!
Krzyś ledwie odskoczył od drzwi, gdy na
korytarz wyszła pani Róża.
– Dobry wieczór, pani Różo. Jak pani pięknie dziś wygląda.
– Krzysiu, bardzo miły z ciebie chłopiec. Taki wnuk to prawdziwy skarb. Zosia na pewno się ucieszy, że do niej przyszedłeś. Dobranoc.
– Dobranoc pani.
– Czyżbym słyszała swojego ukochanego
wnuka? Jak się cieszę. Wejdź, proszę. Napijesz się ze mną herbaty. Właśnie zaparzyłam.
– Babciu, a co tak pięknie pachnie?
– A wiesz, stworzyłam nowy zapach perfum. Mają naprawdę niezwykłe działanie, zwłaszcza przez pierwsze dziesięć minut
od użycia.
– Jak to działanie?
– Nie, nie. Przejęzyczyłam się. Po prostu pięknie pachną, i to wszystko. Naprawdę to wszystko. Nie zawracaj tym sobie głowy
– powiedziała babcia i odstawiła flakonik na górną półkę. – Napijemy się herbaty?
Oj, czuję, że nie przyszedłeś do mnie z pustymi rękoma. Czyżby to był słynny placek ze śliwkami twojej mamy?
– Oczywiście. Sezon na śliwki nadal trwa. – A oprócz tych perfum jeszcze coś robisz, babciu? Jakieś niezwykłe eksperymenty?
– Daj spokój z tymi perfumami. Nie ma o czym mówić. A co tam w szkole? Wszystko porządku?
– W porządku. Kilka uwag, kilka nie najlepszych ocen.
W gruncie rzeczy to czekam na wakacje.
– W październiku? – dopytywała się babcia.
– Jestem cierpliwy. Mam to po tobie, babciu.
– Co prawda, to prawda… Też byłam niezłym gagatkiem w twoim wieku. A teraz… no cóż, zostały mi tylko eksperymenty.
– Tylko? Babciu, to jest najfajniejsza rzecz, jaką można robić. Też bym tak chciał. Słowo daję. Tylko mama mi nie pozwala
zabawiać się w chemika po tym, jak miałem ten mały wypadek w kuchni.
– Mój drogi, taki mały to on nie był. Okno prawie wyleciało z ram.
– No niby tak… ale wielcy uczeni też miewali drobne wypadki, zanim coś wynaleźli. Taki już ich los. Babciu, herbata jak zwykle wyśmienita. Ale wyczuwam jakiś dziwny smak.
– To tylko kilka płatków bratka, odrobina miodu, reszty nie pamiętam. Grunt, że smakuje.
– Jejku, zapomniałbym spytać o zdrowie, babciu. Mama się niepokoi, że się przeziębiłaś. Podobno kasłałaś, gdy do ciebie dzwoniła.
– Nie ma powodu do niepokoju. To sprawka gryzącego dymu, który powstał w czasie reakcji. Mówię ci, niektóre eksperymenty są do niczego!
– Pewnie, że tak! Ale się zasiedziałem! Chyba muszę lecieć. Dochodzi siódma, a jeszcze muszę powtórzyć matmę. Jak można robić w czwartki klasówki. Przecież normalny człowiek już wtedy myśli o weekendzie, a nie o nauce, prawda?
– Troszkę masz rację, ale uczyć się trzeba. Koniec i kropka.
A teraz już leć do domu. Pa, pa.
– Pa, babciu! Miłych snów.
Krzysio pognał do domu i natychmiast zamknął się w swoim pokoju. Koniecznie musiał zadzwonić do Zuzy i Maćka. Jak zwykle miał dylemat, z kim najpierw porozmawiać. Ostatecznie postanowił zwabić ich do siebie. Tyle razem przeszli, że nie wyobrażał sobie, że mógłby zataić przed nimi tajemnicę babci. Powrócił myślami do dnia, kiedy się poznali na placu zabaw. Początki znajomości nie były łatwe, co ostatecznie zahartowało ich przyjaźń. Nie ma sensu rozpisywać się zbytnio, więc wspomnę tylko, że dokładnie w tym samym czasie cała trójka zapragnęła pobujać się na jedynej huśtawce. Skutkiem tego wywiązała się prawdziwa bitwa.
Poczatek_znajomosci_400Gdyby do akcji nie wkroczył dozorca (z groźną miną i ogromną szczotką do zamiatania), nie wiadomo, czy nie skończyłoby się na czymś gorszym niż siniaki i zadrapania. Aha, i jeszcze rozdartej kurtce.
Dozorca_300Ostatecznie pierwsze starcie uwieńczone zostało niespodziewanym rozejmem. Od tego czasu spotykali się prawie codziennie ku utrapieniu innych lokatorów bloku. Niezmiennie w tym samym miejscu
– pod trzepakiem (chyba że pogoda na to nie pozwalała).
I jak to w życiu bywa, trafili do tej samej klasy.

Kilka słów o całej trójce

Zuza – klasowa piękność, jak mówiła o sobie – niepoprawna romantyczka o walecznym sercu, za którą wzdychała połowa klasy (znaczy chłopcy). Zuza zupełnie ignorowała wrażenie, jakie robiła na płci przeciwnej. Najchętniej spędzała czas z Kudłaczem (Maćkiem) i Szperaczem (Krzysiem). Zawsze mówili o sobie, że znają się jak łyse konie; czemu łyse
– nie wiedzieli, ale podobało im się to określenie.
Maciek – najlepszy matematyk w całej klasie piątej. Ba, przewyższał wiedzą (niestety nie wzrostem) większość szóstoklasistów. Na szczęście udawało mu się nadrabiać brakujące centymetry okazałą szopą na głowie. Zwłaszcza w mocno wilgotne dni fryzura znacznie przybierała nie tyle na wadze, co na ogólnej objętości, poprawiając tym samym samopoczucie Maćka. A wracając do matmy – potrafił
każdego zagonić w piętkę podczas zwykłej tabliczki mnożenia. Podejrzewał nawet, że liczy w pamięci szybciej niż pan Waldek – znaczy nauczyciel. A co powiedzieliby o Krzyśku jego przyjaciele? Taki sobie zwykły okularnik z piegami, a może piegus w okularach. Trudno określić, co go bardziej wyróżniało. W przeciwieństwie do Maćka raczej był na bakier z matmą (zresztą z polakiem też). Niespecjalnie lubił zajmować sobie głowę wzorami (ortografią również). Za to jak nikt uwielbiał płatać figle, dowcipkować i robić kawały. A oprócz tego zawsze udawało mu się coś wyszperać w różnych bardzo dziwnych miejscach. A może to miejsca same go wyszperywały – nie wiadomo. Grunt,
że właśnie od tego szperania zyskał przydomek Szperacz. Skutkiem tego była również bardzo dobra znajomość pani wychowawczyni z mamą Krzyśka. Średnio dwa razy w tygodniu ze skruszoną miną, chcąc nie chcąc, wydeptywała drogę z pracy do pokoju nauczycielskiego, a bywało – w poważniejszych przypadkach – gabinetu dyrektora. Z pozoru niewinnie wyglądający chłopiec potrafił nieźle zamieszać.

***

– Krzychu, co ty znowu wymyśliłeś? Nie zdążyłam jeszcze wszystkiego powtórzyć do klasówki – powiedziała Zuza, zamykając za sobą drzwi. – A Maciek już jest, czy do niego nie dzwoniłeś?
– Tak, jestem. Za drzwiami. Mało mi nie rozbiłaś nosa.
– Przepraszam. Chciałam mocniej. Następnym razem bardziej się postaram.
– Proszę, jaka żartownisia! Widzę, że humorek dopisuje, słoniu w składzie porcelany.
– Jak zwykle.
– Hej, przestańcie i właźcie do mojego pokoju.
– Dobrze, już idziemy – odpowiedzieli niemal jednocześnie.
– Znacie moją babcię, prawda?
– Pewnie! Kto by jej nie znał na osiedlu. Najfajniejsza babcia, jaką spotkałem.
– I najbardziej zwariowana – dodała Zuza.
– No więc, co by nie przedłużać, babcia zrobiła perfumy.
– Też mi sensacja. I po to nas tu ściągnąłeś?
– To nie są zwykłe perfumy. Widziałem ich działanie.
– Perfumy mogą co najwyżej ładnie pachnieć. Wąchałam ostatnio takie jedne w sklepie. Ale były cudne!
– Pachną ładnie, ale to nie o to chodzi.
– No to powiedz wreszcie o co. Ledwie namówiłem mamę, żeby mnie do ciebie puściła.
– Otóż – i tu Szperacz zrobił znaczącą pauzę – to naprawdę nie są zwykłe perfumy.
– Człowieku, do rzeczy, bo się powtarzasz – mówiąc to, Zuza zapadła się z przyjemnością w fotel.
– Babcia użyła swoich perfum na sąsiadce. Nie wiem, czy ją polała nimi, czy dała do powąchania. Grunt, że pani Róża robiła wszystko, co babcia jej kazała. A na dodatek, gdy wyszła z tego transu, zupełnie nie pamiętała, co się z nią działo. Mówię wam, to było niesamowite. Sąsiadka była gotowa stanąć na głowie, a przecież jest niewiele młodsza od babci i ciągle narzeka na bóle kręgosłupa.
Próbowałem coś wyciągnąć z babci, ale wcale nie miała ochoty zdradzić mi, co to za niezwykłe perfumy. Tak sobie myślę, że chyba muszę ich ciut odlać i na kimś przetestować.
Wiem, gdzie stoją, bo widziałem, jak je odkładała.
– O kurczę, jeśli to prawda, to mogłoby być wesoło. Można by w ramach eksperymentu na kimś je wypróbować, na przykład na Hance – powiedziała rozmarzonym głosem Zuza – Już by mnie
popamiętała.
– Dajcie spokój, to nie są do końca sprawdzone informacje – stwierdził rzeczowo Maciek.
– I dlatego warto je przetestować. Oczywiście dla dobra nauki – przyznała gorliwie Zuza. – To co? Kiedy zaczynamy?
– Najpierw muszę zdobyć próbkę perfum. Na którą godzinę idziemy jutro do szkoły?
– Pani od historii jest nadal chora, więc przychodzimy dopiero na trzecią lekcję.
– Zuza, ty zawsze potrafisz powiedzieć człowiekowi to, co pragnie usłyszeć! W takim razie jutro z samego rana wpadnę do babci. Wezmę ze sobą mały słoiczek. Mam nadzieję, że uda mi się odrobinę odlać. Potem się zobaczy, co dalej.
– Super. Ale ja już muszę lecieć. Mama kazała mi wrócić za dziesięć minut. To lecę. Do jutra. Jak zwykle spotykamy się po drodze. Do widzenia pani, a właściwie dobranoc – powiedział Maciek, wychodząc na korytarz.
– Poczekaj na mnie! Chyba się nie gniewasz za te drzwi. Naprawdę cię nie widziałam. Poczekaj! Raz-dwa się ubiorę i też idę. Dobranoc!
– Dobranoc – odpowiedziała mama Krzyśka. – Uważajcie na siebie!
– Oczywiście – będziemy uważać, proszę pani – odpowiedział grzecznie Kudłacz i zamknął drzwi za Zuzą. – I co sądzisz o tym wszystkim?
– Coś w tym musi być! Przecież sobie tego nie zmyślił. Zobaczymy jutro. Podprowadzisz mnie do drzwi?
– Pewnie. Nie chcę, żeby ktoś porwał moją najlepszą koleżankę.
– Też wymyśliłeś, ale dzięki. Nie lubię wieczorem chodzić sama po osiedlu. Dobrze, że mieszkamy w tym samym bloku. Szkoda tylko, że w innych klatkach. Brrr. Jak zimno. Chodź, pobiegniemy!
– Będę pierwszy! Zobaczysz!
– A wcale że nie! Widzisz, ja jestem pierwsza.
– Dałem ci fory!
– Nieprawda. Byłam szybsza.
– Bo mnie boli noga.
– Ha, ha. Po prostu musisz popracować nad kondycją.
– No niech ci będzie. To do jutra.
– Do jutra.

Koniec rozdziału pierwszego

Inscenizacja: Bezpieczne wakacje

Inscenizacja: Bezpieczne wakacje

Dziecko I
Jak wspaniale! Już wakacje.
To najlepsza w roku pora.
Chciałbym sobie już popływać.
Wskoczyć nagle do jeziora.

Dziecko II
Ale co to za jezioro?
Czy bezpiecznie tam jest pływać?

Dziecko I
No a co to za różnica,
kiedy pływa się jak ryba!

Dziecko III
E, no co ty! Bartek przestań!
Ja tam byłabym ostrożna.
Tylko w miejscach wyznaczonych,
tak naprawdę pływać można.
W zeszłym roku pewna pani
mało się nie utopiła.
Nagle fala ją zalała,
I się strasznie zakrztusiła.
Lecz na szczęście pan ratownik
rzucił się jej na ratunek.
Dobrze był przygotowany:
bo miał z sobą ekwipunek.

Dziecko I (nieco zawstydzone)
No tak… racja. Głupio gadam.
Lepiej z ratownikiem pływać,
Nagle może coś się stać,
bo to w życiu różnie bywa.

Dziecko IV
Powiem wam coś. No też czasem
lubię jeździć na Mazury,
ale tak naprawdę wolę,
z rodzicami jeździć w góry.
Fajnie chodzi się po szlakach,
Można wtedy wejść wysoko!
W zeszłym roku po raz pierwszy
zobaczyłem Morskie Oko!
Ale widok! Dech zapiera!
Mówię wam prawdziwe cuda!
Ale powiem wam coś jeszcze,
jak mój tata się tam udał.
Nie miał czapki, ani kremu.
Tego kremu… no z filtrami.
Słońce mocno wtedy grzało
i niestety twarz przypalił.
Jaki bąbel mu wyskoczył!
Wiecie gdzie? Na czubku nosa!
Ale śmiesznie z nim wyglądał.
Jakby mu siedziała osa!

Dziecko V
To dopiero biedaczysko.
Ja tam zawsze się smaruję!
Moja mama aż się śmieje,
że jak woda się filtruję.

Dziecko VI
Chciałem o coś was zapytać!
Widzieliście kiedyś kleszcze?
Ja widziałem w zeszłym roku.
Do tej pory aż mam dreszcze.

Dziecko VII
Wbił się jeden mojej babci.
Do lekarza pójść musiała.
Była wtedy w lesie, z pieskiem
lecz się spsikać zapomniała!

Dziecko VIII
Ja raz byłem w lesie z dziadkiem.
Patrzę – pali się ognisko.
Krzyczę – dziadku, dziadku ogień!
Zobacz! Tli się wokół wszystko.
Przyjechała straż pożarna.
Pożar szybko ugasiła.
Coś wam powiem w tajemnicy!
Babcia bardzo dumna była,
że w rodzinie ma strażaka.
(chłopiec pokazuje na siebie i wypina pierś do przodu)
Dziadka także pochwaliła.
No i dała mu buziaka! (śmieje się)

Dziecko IX
Ja też powiem wam historię,
co się mamie przydarzyła,
nie wiem jak to jest możliwe
ale wtedy dzieckiem była.
Poszła z babcią na zakupy,
Nie słuchała jej się wcale.
Pod stolikiem się schowała,
wtedy pękły jej korale.
Potoczyły się pod drzewo.
Mama aż się rozpłakała,
Nagle sroka przyfrunęła
i korale jej złapała.

Dziecko X
I co potem? Ktoś je znalazł?
Mama jeszcze je nosiła?

Dziecko IX
Nic z tych rzeczy przyjacielu.
Sroka bardzo sprytna była.
Przytrzymała je w swych łapkach.
Chwilę później w dziób je wzięła.
Skrzydła swoje rozpostarła.
Wśród gałęzi gdzieś zniknęła.
Mama jeszcze cały dzień
bardzo smutna przez to była.
Taka kara ją spotkała,
że się babci nie słuchała!

Dziecko XI
Tak, rodziców trzeba słuchać.
Kto tak robi, ten ma rację.
Zaśpiewajmy coś wesoło,
bo już przecież są wakacje!

Basia

Wakacyjne marzenia

Wakacyjne marzenia

Świadectwo w ręku,
uśmiech na twarzy.
Już o wakacjach
każdy z nas marzy.

Do września przecież
są dwa miesiące!
A teraz morze,
plaże gorące…

A ja do babci
zabiorę kota.
I będzie po wsi
ganiał po płotach.

Ja będę chodzić
z dziadkiem na grzyby.
Może w jeziorze
złowimy ryby?

Wśród kwiatów górskich
będę na hali.
Bo chciałbym poznać
życie górali.

Lubię nad morzem
chodzić po plaży.
Nawet gdy chłodny
wieczór się zdarzy.

Uwielbiam zapach
skoszonej trawy.
Wakacje w końcu!
Czas na zabawy.

Na wakacje ruszać czas

Za dni kilka – o tej porze
będę witać polskie morze.
Bo najbardziej mi się marzy,
żeby bawić się na plaży.

A ja chciałbym dotknąć chmury
i dlatego jadę w góry.
Razem z mamą, razem z tatą
w górach lubię spędzać lato.

Ja na morze nie mam czasu.
Wolę jechać, het – do lasu.
I tam z dziadkiem zbierać grzyby
albo w rzece łowić ryby.

Dla mnie to najlepsza pora
żeby wskoczyć do jeziora.
Nie chcę w upał chodzić w góry.
Wolę jechać na Mazury.

Morze, góry, las i rzeka;
Wszystko to już na nas czeka.
Bo zaczęło się już lato
Jedźmy mamo, jedźmy tato!

Pociąg pełen marzeń

Ruszył pociąg pełen marzeń.
Buchnął nagle dym z komina.
Każdy myśli o wakacjach
a o szkole zapomina.

To nie pora na naukę,
kiedy pociąg mknie po torach.
Każdy z nas jest uśmiechnięty.
Każda buzia jest wesoła.

Pojedziemy w świat daleki,
morza, góry zobaczymy.
Pędź pociągu, pędź przed siebie.
Tak jak cię prowadzą szyny!

Basia

INSCENIZACJA EKOLOGICZNA

INSCENIZACJA EKOLOGICZNA

Niewielka łąka na skraju lasu; niedaleko staw; widać w oddali górę

Występują: wiatr, dąb, biedronka, mrówka, ślimak, czapla, zajączek, pszczółka, bocian, chmurka, mama, tata, chłopiec I, chłopiec II

Wiatr:
Jak ja lubię figle płatać;
Jak ja lubię wśród drzew latać.
Szzzzz – polecę już na łąkę.
Może będę tam przed słonkiem?
Wiatr leci na łąkę i widzi coś dziwnego pod drzewem
Szy, szy, szy, szy, szy, szy
Co to tak pod dębem lśni?

(Wiatr podlatuje do dębu, gdzie zgromadziły się wszystkie zwierzątka)

Dąb: (rozpaczliwie rusza gałęziami)
Wietrze, wietrze pomóż mi
Ktoś wyrzucił tu butelkę,
Która teraz w słońcu lśni.
Obok mnie się trawa tli.
Ja się ruszyć stąd nie mogę.
Leć po pomoc, wskaż tu drogę.

Biedronka: (szlocha)
Pożar zniszczy las i łąkę
Całe życie tu mieszkamy
Na tej łące domy mamy!

Mrówka: (też płacze)
Ja też mieszkam przecież blisko
Spłonie dąb – zniknie mrowisko!

Ślimak:
Tylko tu przyjaciół mam
Tylko tutaj wszystkich znam.
I choć dom na plecach noszę
Przeprowadzek ja nie znoszę.

Czapla:
Obok w stawie rybki łowię
Co ja teraz żonie powiem?

Zajączek: (łapie się za głowę)
Ach biada nam, biada;
Czy się znajdzie jaka rada?

Pszczółka:
Na dyskusje czasu szkoda
Nam potrzebna szybko woda!

Bociek:
Byłem dzisiaj tam za górą
I widziałem chmurę burą.
Poleć po nią, poleć wietrze
Poleć szybko, rusz powietrze!

Chmurka: (nadlatuje z wiatrem i gasi tlącą się trawę)
Wiatr miał rację – będzie pożar
Jeśli szybko nie pomogę.
Co jak co – ja na brak wody
narzekać nie mogę.

(Zwierzątka odchodzą podskakując z radości. Pod drzewo przychodzą dzieci z rodzicami. Tata niesie koszyk wiklinowy. Dziewczynka zauważyła nadpaloną trawę. Wszyscy do niej podchodzą)

Dziewczynka:
Mamo, tato – co to było?
Chyba tutaj coś się tliło.

Tata:
Od rzuconej tej butelki
Mógł tu powstać pożar wielki!

Chłopiec I:
Przecież wiedzą o tym dzieci,
że nie wolno w lesie śmiecić!

(Rozkładają kocyk i wszystko wyjmują z koszyka. Zaczynają zabawę np. w zielone, potem śpiewają)

Mama: (woła dzieci i składa koc)
Czas do domu wracać dzieci
póki jeszcze słońce świeci!

Chłopiec II:
Do tej torby wszystkie śmieci szybko pozbieramy
Wiemy przecież, że: Porządek w lesie zostawiamy.

Dziewczynka:
Tak jak wszystkie przedszkolaki o ziemię dbać chcemy
I dlatego wszystkie śmieci zawsze sortujemy.

(Wszystko posprzątane, butelka też; rozglądają się jeszcze wkoło)

Mama:
Jak tu pięknie, gdy porządek wokoło panuje.
Teraz niech tu tylko wiosna na dobre króluje.

Zasady sortowania śmieci:
Pojemnik biały – wrzucamy szkło;
Metal – w czerwonym jest pojemniku;
W niebieskim – papier, makulatura
Pojemnik żółty – wszystko z plastiku.

(I tu np. zabawa w sortowanie śmieci do specjalnie oklejonych pudełek)

Wiosna: (wchodzi z naręczem kwiatów i mówi)
Obudź się przyrodo cała!
Ze snu zimowego niech wstaną zwierzęta!
Niech zakwitną kwiaty na nowo!
I niech każdy człowiek pamięta,
że należy szanować przyrodę:
Dbać o ziemię, powietrze i wodę.
Wtenczas pięknie będzie wokoło
Tak radośnie, czysto, wesoło.

Basia

Przygotowania do zimy

Przygotowania do zimy

Od dni kilku w całym lesie
trwa ogromne zamieszanie.
Wszędzie słychać tupot łapek,
szelest trawy, świergotanie.

Miś przyodział cieple futro
i sen długi mu się marzy.
Jeż wśród liści dom buduje,
chociaż słonko mocno praży.

A wiewiórka bez wytchnienia
składa w dziupli swej przysmaki.
Pszczoły niosą nektar w łapkach.
Odlatują w podróż ptaki.

Dzik chce najeść się na zapas,
Ryje w trawie, je żołędzie.
Wszyscy wiedzą w całym lesie,
że niedługo zima będzie.

Basia

Jesień

Jesień

W dojrzałej gruszce, jabłku i śliwce
jak w tafli wody słońce się mieni.
Drzewa przybrane w tęczowe suknie
i jarzębina cała w czerwieni.

Już babie lato otula łąki,
chroniąc przed lekkim poranka chłodem.
Pszczoły są jakby nieco zaspane.
A mgła się snuje nisko nad wodą.

Stada bocianów już odlatują
gdzieś w świat daleki, w cieplejsze kraje.
Jesień na dobre rządzić zaczęła.
Takie to nasze polskie zwyczaje.

Basia

Jesień

Jesień

Hula wiatr po lesie;
Hula wiatr po łące.
Coraz częściej chmury
przysłaniają słońce.

Ptaki odlatują;
Z drzew spadają liście.
Poranki witają
deszczowo i mgliście.

Wróbel na gałęzi
kuli się i drży.
Zimno się panoszy
w te jesienne dni.

Basia

Wiatr i liście – teatrzyk

Wiatr i liście – teatrzyk

Wiatr: Jestem wiatr, jesienny wiatr.
Wieję od morza do samych Tatr.
Wieję i w nocy, wieję we dnie.
Kto teraz ze mną zatańczyć chce?

Liść dębu: Witaj wietrze! Jestem dębowy liść
I pragnę z tobą dziś w tany iść.

Liść jesionu: Ja też chcę tańczyć i chcę wirować
na dół, do góry – i wciąż od nowa!
Bo jestem przecież liściem jesionu!
Czy drogi wietrze możesz mi pomóc?

Liść klonu: Wszyscy to wiedzą – klonowe liście
Mienią się pięknie oczywiście.
Najbardziej zaś w promieniach słońca.
Tańczyć chcę, tańczyć! bez końca!

Liść brzozy: Jestem liść brzozowy. Chcę lecieć do nieba
ale twej pomocy – wietrze – mi potrzeba!

Liść grabu: Wietrze mój miły- ja jestem grab.
Zatańcz ze mną, proszę jesienny rap.

Liść kasztanowy: Wiaterku pomóż! – chociaż przez chwilę,
chciałbym móc latać, tak jak motylek!

Liść topoli: Wiejesz od morza, do samych Tatr?
Zabierz mnie, proszę w daleki świat!

Narrator: I spełnił wiatr wszystkie życzenia.
Zanim powiedział „do widzenia”
zaszumiał jeszcze – ale już ciszej:

Wiatr: Do snu was teraz ukołyszę.

Basia

Zagadki

Jabłko
Pachnące, rumiane
na dodatek słodkie.
Babcia z nich upiecze
przepyszną szarlotkę.

Gruszka
Z wierzchu jest zielona.
Pod skórką jest słodka.
Pamiętaj! Nie zjadaj jej
pestek ze środka!

Śliwka
W sadzie,
pośród liści – jesienią
fioletowe owoce
się mienią.

Basia

Leśne skarby

Leśne skarby

Jesienią, gdy w podróż
lecą już bociany
wtedy z drzew spadają
brązowe …../kasztany/

Pod dębem ich pełno.
Lubią je jeść dziki.
Dzieci też je lubią:
robią z nich ludziki. /żołędzie/

Choć na bal nie chodzi,
stroi się w korale,
a na jej gałązkach,
siedzą ptaszki małe./jarzębina/


Basia

Wiewiórka to wie
i wy wiecie sami,
że najlepsza jest na świecie
czekolada z…/orzechami/

Ciepły deszczyk im potrzebny,
żeby rosły jak na drożdżach.
A z ich pięknych kapeluszy
Zupę ugotować można./grzyby/

Inscenizacja na dzień nauczyciela

Być może, miłe Panie planujecie, program artystyczny na Dzień Nauczyciela. Ze swej strony mogę zaproponować inscenizację. Można w niej połączyć klasy starsze z młodszymi i dodać piosenki związane z tym dniem. Mam nadzieję, że przedstawienie się spodoba.

Inscenizacja na Dzień Nauczyciela (dla starszych klas)

Maciek:
Podśpiewuje sobie pod nosem
ahaha, ahaha, ahaha
ach, jak dobrze mi.
ahaha, ahaha, ahaha.
Jak ja lubię takie dni.

Ewa:
A co tobie tak wesoło?
Coś miłego cię spotkało?

Maciek:
Nikt mnie dzisiaj nie przepyta.
A co, sądzisz, że to mało?

Antek:
Też wymyślił! Ja ci powiem,
pech mnie dzisiaj prześladuje.
Wszystko idzie mi na opak.
Pewnie znów dostanę dwóję.

Maciek:
Co ty gadasz przyjacielu.
Dziś jest dzień nauczyciela.
Nikt klasówek nam nie odda.
Nie masz co się o to spierać.
I pogoda nawet ładna.
Całkiem ciepło i przyjemnie.
Nic mnie dziś nie zdenerwuje.
Możesz nawet śmiać się ze mnie.

Krzysiek:
Może ciasto jakieś będzie.
Albo inne przyjemności.
Ach, jak lubię takie dni!

Antek:
A mnie wszystko dzisiaj złości!
Najpierw budzik mi zadzwonił,
gdy o pięknej plaży śniłem.
Przez dzień cały byłem w wodzie.
Nic poza tym nie robiłem.
Zero szkoły i nauki.
Tylko piasek, woda, słońce…
Palmy wielkie, rozłożyste.
Łał! Wakacje nie kończące…

Marek:
Wiesz co? Żyjesz marzeniami.
Lepiej obudź się mój brachu.

Antek:
Dobra, dobra. Przyjacielu.
To sen tylko. Nie ma strachu.
Wiem, że szkoła i tak dalej…
No i znowu ta nauka.

Marek:
Ponad miesiąc po wakacjach.
Czasu bracie nie oszukasz.

Zosia:
Cześć chłopaki! Co robicie?
Macie kwiatki? A co z plackiem?
Może Kaśka je da pani.
Wiem! Najlepiej da je z Jackiem!

Basia
A ja zrobię pyszną kawę.
Mama z Włoch przywiozła wczoraj.
Po apelu. Pamiętajcie!
To najlepsza będzie pora.

Antek:
Chyba o czymś zapomniałem!
Znaczy się chyba o kwiatkach…
Zaraz skoczę do kwiaciarni.
Lepiej wezmę z sobą Radka.
(szeptem)
Radek pożyć trochę kasy,
Pilna sprawa, wiesz zaspałem.
Nie kupiłem żadnych kwiatów
i o forsie zapomniałem!

Radek:
Chłopie, co z ciebie za skarbnik?
Nie masz kasy? W taki dzień?

Antek:
No wiem! Wszystko moja wina.
Cóż poradzić! Jestem leń!

Klasa przecież mnie wybrała.
Ja nie chciałem! Daję słowo!

Radek:
No to teraz mamy problem.
Może jednak ruszysz głową.
Ja niestety nie mam kasy.
Pusty portfel – ani centa.
Wczoraj bratu pożyczyłem,
ale na co – nie pamiętam!

Ewa:
Szkoda czasu na gadanie.
Trzeba chłopakowi pomóc.
Franek przecież blisko mieszkasz.
Może skoczyłbyś do domu.

Franek:
Dobra, pędzę już do domu.
Ale po co? Lekcji koniec?

Marta:
Kasę przynieś albo kwiaty.

Franek:
Co ja jestem jakiś goniec?

Gosia:
Nie ma kwiatów ani kasy.
Krótko mówiąc wielka lipa.
To się dziś popisaliśmy…

Marta:
Może trzeba Piotrka spytać,
czy nam jakoś nie pomoże.

Ewa:
Chyba nie ma jego w szkole.
Wczoraj coś mu zaszkodziło.
Rany, dzwonek już na lekcję.
No to pani będzie miło…

Ala:
Może najpierw damy ciasto.
Albo sto lat zaśpiewamy.

Ewa:
Przecież to nie imieniny.
Z ciastem kawę pani damy.

Franek:
Wiesz, co Ewka, ja mam pomysł.
Powiem pani wiersz Tuwima.
No wiesz… o lokomotywie.

Ewa:
Nie doprawdy. Nie wytrzymam.
Co ma piernik do wiatraka?
To nie święto kolejarza,
tylko Dzień Nauczyciela.
Ile razy mam powtarzać?

Franek:
A co ciebie dziś ugryzło?.
Przecież miałem dobre chęci.
Chyba się zdenerwowałem.
Coś mnie teraz w brzuchu kręci.

Agata:
Hej, to Piotrek! Ledwie idzie!
Patrzcie, ile kwiatów niesie.
Co stoicie tak chłopaki?
Może byś mu pomógł, Grzesiek?

Grzesiek:
Biegnę! Piotrek daj połowę.
Kwiaty masz dla całej szkoły?

Piotrek:
Miałem kupić, to kupiłem.
A ty coś taki wesoły?

Grzesiek:
Wiesz no, fajny dzień jest dzisiaj.
Szkoda czasu na zmartwienia.

Antek:
Jesteś wielki, słowo daję.
Oj cię chyba nie doceniam.

Piotrek:
Ale o co tobie chodzi?
Dałeś kasę, to kupiłem.

Antek:
Co, ja dałem? No tak, wczoraj.
No i po co się martwiłem?

Franek:
To co? Można iść do domu?

Ewa:
Cicho Franiu! Ani słowa.
Zobacz Franek pani idzie.

Franek:
To co? W szafie mam się schować?

Ewa:
Nie, życzenia trzeba złożyć,
podziękować i dać kwiaty.

Franek:
A to jakaś jest okazja?
Coś dziś jestem nie kumaty.
Nie, do szafy się nie schowam.
Ach, jak kwiaty pachną ślicznie!
A do tego jeszcze ciasto,
tak wygląda apetycznie!

Piotrek:
Proszę to dla pani kwiaty.
Proszę przyjąć też życzenia:
Zdrowia, szczęścia, cierpliwości;
By spełniły się marzenia.

Franek:
Ponoć mówią, że uczniowie
są podobni w szkołach wszędzie.
lecz niestety, lepszej klasy,
niż ta nasza już nie będzie.

Ewa:
Franiu, co ty! Popatrz tylko
na dzieciaki z podstawowej.
Każde z nich w tym dniu szczególnym
miłe słowo pani powie.

Piosenka

Wierszyk na Dzień Nauczyciela (dla młodszych dzieci)

Nasza pani jest kochana.
I jest zawsze uśmiechnięta.
Na dodatek bardzo mądra
i o każdym z nas pamięta.

Gdy kolano stłukłem sobie.
Płakać mi się trochę chciało.
Patrzę pani idzie do mnie
i już boleć mnie przestało.

Zapomniałam raz wziąć piórnik,
więc nie miałam długopisu.
Pani dała mi ołówek:
najpierw szlaczki tu narysuj.

Choć czasami, jak to w klasie,
jeden z drugim się pokłócił.
Ledwie pani przyszła do nas
i już w klasie spokój wrócił.

Raz nudziłam się na przerwie.
Jakoś nic mi się nie chciało.
Pani zaś mi pokazała
jak się kiedyś haftowało.

Nasza pani jest niezwykła.
Wszystko wytłumaczyć umie.
Nawet bardzo trudne lekcje,
dzięki niej mogę zrozumieć.

Zdarza mi się nie uważać;
coś mi umknie – jakieś słowo.
Pani wówczas je powtarza;
tylko smutno kiwa głową.

Niech dziś pójdą w zapomnienie.
Wszystkie troski i zmartwienia
bo dziś Dzień Nauczyciela.
Każdy pracę ich docenia.
Z tej okazji kwiatki damy
i poprawę obiecamy!

Basia

Deszczowe zagadki

Deszczowe zagadki

Gdy przestanie padać deszcz,
wtedy mamę zawsze proszę
że chcę pobiec na podwórko,
że założyć chcę /kalosze/.

Nie chcę biegać sam po dworze.
Zawsze biorę z sobą Burka.
Czapka, szalik, rękawiczki…
Jeszcze jest potrzebna /kurtka/


Basia

Słońce coraz słabiej świeci;
Czasem nagle przyjdzie burza.
A ja bardzo lubię deszcz!
Można chodzić po /kałużach/

Razem z mamą na zakupy
lubię chodzić kiedy pada
bo nie straszny nam jest deszcz,
gdy /parasol/ się rozkłada.